1 września 2013

O Doboszu drewnianym ludku, który mieszkał w ogródku

Historia Dobosza, drewnianego ludka, który całe lato stał na klombie, a wraz z przyjściem jesieni został przeniesiony do drewnianej komórki, świetnie wpisuje się w klimat nadchodzących dni.
Wakacje się skończyły, niedługo koniec lata... Coś się kończy, coś się zaczyna...
 

O Doboszu drewnianym ludku, który mieszkał w ogródku
Iwonna Buczkowska
Il. Aleksandra Kucharska - Cybuch
Wydawnictwo BIS, 2013

Na wspólne z dziećmi wrześniowe czytanie proponuję Wam zatem bardzo ładną opowieść, która "pachnie" końcem lata i przypomina o zbliżającej się jesieni. Ale to nie tylko historia o zmieniających się porach roku...
 
Drewniany Dobosz był ozdobą  ogrodu. Siedział sobie na pieńku wśród pachnących, kolorowych kwiatów. Całe dnie spędzał na przyglądaniu się wszystkiemu co go otacza, a nocą spoglądał na księżyc. Rano budził go świergot ptaków. O ogród dbał jego właściciel, którego Dobosz nazywał "NoNo", gdyż te słowa mężczyzna najczęściej wypowiadał.Gdy np. rano wychodził na werandę domu, mówił z zadowoleniem:
- No, no...
I tak upływały im letnie dni, lecz pewnego ranka mężczyzna przeniósł Dobosza do drewnianej komórki a sam odszedł z wielką walizką.
Drastyczny koniec lata, prawda?

Tak zakończyły się dla drewnianego ludka dni pełne słońca, śpiewu ptaków i zapachów. Na szczęście okazało się, że w ciemnej komórce oprócz niego i całej sterty rzeczy mieszka ktoś jeszcze. Była to polna mysz POLA, wraz z gromadką swoich dzieci. 
Mysia rodzina zaprzyjaźni się z Doboszem na dobre i na złe. Będą się wspierać się w jesienno - zimowe dni, urządzą sobie nawet wigilijną kolację i odkryją jeszcze jednego mieszkańca komórki. Przez te parę miesięcy Dobosz nauczy się dzielić i pomagać innym w potrzebie. Gdy jego właściciel zajrzy wiosną do komórki, stwierdzi, że wiele się tam zmieniło. Taki np. Dobosz będzie miał na sobie mnóstwo "Śladów Dobrych Uczynków" czy inaczej mówiąc "Śladów Przyjaźni". Skąd one się biorą i jak wyglądają przekonacie się czytając książkę.

Autorka stworzyła naprawdę ciepłą i barwną opowieść o przyjaźni i o tym co najważniejsze - o bezinteresownej pomocy. 
Mysia mama siedząca w klapku i snująca opowieści, akcja kryptonim "czerwona balia", pomoc chorej myszce - jest tu miejsce na uśmiech i wzruszenie w trakcie lektury. Ilustracje Aleksandry Kucharskiej - Cybuch podkreślają jeszcze ten nastrojowy, ciepły klimat opowieści. 
Bardzo, bardzo dobrze nam się czytało tę historię, gdzieś na wakacjach, w drewnianym domku, przed kominkiem. W domku, gdzie w komórce w czasie zimy pewnie mieszkają małe myszki (mamy na to niezbite dowody). Po takiej lekturze trudno się na te myszki gniewać ...








3 komentarze:

  1. No nie wiem. Za myszami nie przepadam, odkąd jedną zastałam rano w wannie, a drugą wieczorem na talerzu, posilającą się kotletem mielonym.
    A więc - że posłużę się blogowym standardem - to zdecydowanie nie dla mnie!:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak nie spróbujesz to się nie przekonasz :-) A te Twoje myszy to muszą być sympatyczne i czyste stworzenia! Poranna kąpiel w wannie - no,no!

    OdpowiedzUsuń
  3. Do myszy nic nie mam, kiedyś nawet jedną hodowałam, póki kot jakimś cudem nie włamał się do akwarium... książkę więc chętnie "upoluję";)
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń