15 maja 2013

Gwiżdżemy na króla ogóra

Mam problem z tą książką o ogórze, bo w sumie spodziewaliśmy się innej lektury i Starszy poległ w trakcie czytania. Ja się nie poddałam i książkę przeczytałam. I nie żałuję.

Historia o pojawieniu się w domu rodziny Hogelmannów, króla ogóra jest dość zagmatwana, jak pisze we wstępie narrator tej opowieści, czyli 12 – letni Wolfgang.

Gwiżdżemy na króla ogóra
Nöstlinger Christine
Tłumaczenie: Krystyna Kornas
Il. Agnieszka Semaniszyn-Konat
Wydawnictwo Skrzat, 2013



Pewnego dnia w rodzinie, składającej się z czwórki dzieci, rodziców i dziadka pojawia się dyniowaty ogór w koronie na głowie. Na rękach ma białe rękawiczki, a palce u stóp pomalowane na czerwono. W dotyku dziwny, jak surowe ciasto drożdżowe w plastikowym worku.




Oto Króll Kumi-Ori Drugis, roda Spod Schoda. Każe się tytułować „Wasza Wysokość”, całować w rękę i prosi o przejściowy azyl.


Jak się okazuje, do tej pory zamieszkiwał piwnicę z innymi ogórami, swoimi dworzanami i poddanymi, którzy podnieśli bunt i go wygnali. Dlatego znalazł się w kuchni Hogelmannów.

Zaśpimy w łóżku u jednego z waszów” - proponuje kolejnego wieczoru i od tej pory śpi z ojcem Wolfiego w jednym łóżku!

Ogór nie budzi sympatii w czytelniku. Oj, nie ma on nic wspólnego z przesympatycznym Pomponem, którego przygody uwielbiamy.

Króll Kumi-Ori Drugis to niesympatyczny, kapryśny i złośliwy stwór. Zaskarbia sobie względy tylko ojca rodziny, który użycza mu miejsca w swoim pokoju, karmi kiełkującymi ziemniakami i daje się nabrać na obietnice kariery zawodowej. Ojciec Wolfiego to drugi czarny charakter w tej opowieści....

Ta książka to niecodzienna opowieść dla nastolatków. Pomimo absurdalnego humoru i naprawdę świetnych, dowcipnych ilustracji, ta historia do śmiesznych nie należy.

Tutaj Król Ogór to pretekst do pokazania zaburzonych relacji w rodzinie. Ojciec tyranizujący domowników, decydujący o najdrobniejszych sprawach, ojciec którego boją się dzieci. Mama w tym domu nie ma za wiele do powiedzenia, jak również jej teść. Ale do czasu...
Do czasu kiedy sprawy w swoje ręce wezmą dzieci. Obnażą niecne plany ogóra i ojca... Ogór mąciciel – będzie musiał odejść. A ojciec? Ojciec sporo przemyśleć...


Ze strony wydawnictwa:

Nöstlinger jest uznaną autorką książek dla dzieci i młodzieży, uhonorowaną w 2003 roku prestiżową nagrodą imienia Astrid Lindgren, przyznawaną za walory artystyczne książek i promowanie praw dziecka. Na swoim koncie ma również drugą najważniejszą nagrodę w dziedzinie literatury dla dzieci – nagrodę im. Hansa Christiana Andersena, tak zwanego Małego Nobla. Powieść Gwiżdżemy na króla ogóra zasłużyła natomiast w 1973 roku na nagrodę Deutscher Jugendliteraturpreis.


Po przeczytaniu książki stwierdziłam, że mój 10 – latek może się nią zainteresować za ok. dwa lata, więc ogóra odkładam na półkę. Niech sobie tam czeka. Tymczasem Starszy gwiżdże na króla ogóra!
A ja do piwnicy się nie wybieram!

6 komentarzy:

  1. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tej książki; niby wszystko napisałaś, ale jakoś mnie to przerasta. Tytuł - jak na książkę dla nastolatków - też zaskakujący. I wychodzi na to, że to straszny staroć (co napisałam trzęsącą się ze starości ręką):P
    Bardzo fajne ilustracje - takie trochę "Butenkowe":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe Tak, tak książka to rzeczywiście... STAROĆ, a ja czuję łamanie w kościach:-) A ogóra warto poznać, więc zachęcam do poszukania, chociażby w bibliotece. Wiedziałam, że coś mi przypominają te rysunki! Tak! Są "Butenkowe"! :-)

      Usuń
  2. Przeglądałyśmy tę książkę ostatnio w bibliotece. Szczerze mówiąc podsunęłam ją Mai pod nos, więc spojrzała, ale zainteresowania zbytniego nie wykazała i książki do domu nie przyniosłyśmy. Może faktycznie warto poczekać dwa lata i moja dziesięciolatka spojrzy na nią łaskawszym okiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maja chyba też gwiżdże na króla ogóra! :-)

      Usuń
  3. Interesujące. Chętnie przeczytamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możemy pożyczyć ale Twój Synu chyba jeszcze za młody na tę lekturę :-)

      Usuń