3 grudnia 2012

Yeti

W Szczecinie pojawił się śnieg, co prawda po godzinie już go nie było, ale stwierdzam, że to odpowiedni czas aby napisać o.... yeti!

Yeti
tekst: Eva Susso
ilustracje: Benjamin Chaud
przekład: Katarzyna Skalska
Wydawnictwo Zakamarki, 2012


Niektórzy organizują specjalne wyprawy w poszukiwaniu yeti, który podobno mieszka w Himalajach. A Uno i Mati spotkali go pewnego dnia, gdy poszli pozjeżdżać na desce w pobliżu domu. Tata wyprawia ich z domu wierząc, że chłopcy świetnie sami sobie poradzą. Obiecuje, że po powrocie zrobi im naleśniki.
Wszystkich zainteresowanych pełnym modelem rodziny, informuję, że w tej książce rodzicielki brak. Może jest w pracy, może wyszła do chorej mamy, albo na spotkanie z przyjaciółką? Nie mam pojęcia, a moje dzieci w ogóle się tym nie zainteresowały. Może są przyzwyczajone, że u nas naleśniki robi zwykle tata?
Kiedy dwaj bracia zjechali z dużej górki - zabłądzili i wtedy spotkali wielkie, ośnieżone stworzenie, pokryte grubym futrem. Chłopcy trochę się wystraszyli zwłaszcza, że postać chwyciła ich w pół i zabrała do swej groty u stóp góry.

Na szczęście okazało się, że yeti jest bardzo sympatycznym stworzeniem i w dodatku wegetarianinem, więc nie było obawy, że grozi im pożarcie. Grota w której mieszka yeti okazała się bardzo przytulna.Tam Uno i Mati poznali dziadka yeti, który rzeźbi drewniane sowy. Chłopcy zjedli razem z yeti zupę szyszkowo- jagodową, a potem młodszy yeti zaniósł chłopców do domu. Każdy dostał od dziadka yeti drewnianą sowę na pamiątkę tego spotkania.
 W domu czekał na nich tata, który właśnie smażył naleśniki. Zobaczcie jaki ma świąteczny fartuszek!
Jeśli jesteście ciekawi czy chłopcy powiedzieli tacie o swej przygodzie - koniecznie przeczytajcie tę książkę.
Ta cudownie zilustrowana zimowa opowieść autorstwa duetu znanego z książek dla maluszków o Lalo, Bincie i Babo podbiła nasze serca. Do tego stopnia, że mówimy już językiem yeti :-)
- Yecik, plecik piruecik!
Tekstu w niej niewiele.  Tutaj pierwszoplanową rolę grają ilustracje. Czerwone czapki, rękawice, buty, sweter taty, w połączeniu z bielą śniegu przywodzą mi na myśl święta. Ośnieżone drzewa i pagórki, niesamowity yeti z wielkimi oczami (strach ma wielkie oczy?) i szerokimi ustami :-) I te czerwone, zmarznięte nosy chłopców!
Myślę, że bez względu na wiek spodoba Wam się ta zimowa opowieść.
Yecik, plecik, plums!

2 komentarze:

  1. Ilustracje wspaniałe. To jedna z tych książek dla dzieci, które za mną "chodzą":)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że książka "dojdzie" do Waszego domu :-) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń