1 lipca 2012

Kuba i Mela

Kuba i Mela. Dodaj do znajomych
Maciej Orłoś
il. Henryk Sawka
Wydawnictwo Jaguar S.J, 2012


Kiedy Starszy wziął do ręki po raz pierwszy tę książkę, obejrzał ją dokładnie, po czym zaczął wąchać i na koniec stwierdził: „Pachnie dobrą lekturą”. Proszę, jaki znawca! :-)
Pozwolił sobie przeczytać 3 pierwsze rozdziały a potem przez wiele dni książki nie widziałam. Chował się z nią gdzieś w swym pokoju i czytał. Czasem wieczorami dobiegał mnie jego chichot. Kiedy wchodziłam do pokoju widziałam go czytającego w łóżku. Kiedyś z uśmiechem na ustach powiedział: 'To lepsze od Mikołajka!”
Cóż go tak bawiło?

Ta książka to ponad 20 rozdziałów opowiadających perypetie pewnego rodzeństwa i ich rodziców. Kuba chodzi do czwartej klasy a Mela do pierwszej. Ot, klasyczna rodzinka z dwójką dzieci i ze wszystkimi tego konsekwencjami. Rodzinka dość dobrze sytuowana, używająca wszelkich gadżetów technicznych. Rodzice oczywiście e-mailują, korzystają ze SKYPE, tata Kuby ma iPhona itd. Kuba w czwartej klasie wreszcie dostaje upragniony telefon komórkowy, ma konto na Facebooku, PSP rodzice kupują mu by miał zajęcie w czasie podróży samochodem. Jak odrobi lekcje może pograć na komputerze. Młodsza siostra Mela, nie ma telefonu, marzy o koncie na Facebooku, własnym iPhonie i musi wykłócać się z bratem o komputer. Na szczęście ma jeszcze inne mniej techniczne marzenia - chce chomika, potem psa i jeszcze marzy o dobrym mężu w przyszłości ;-)
Dzieciaki często zapominają o odrobieniu lekcji albo przypominają sobie już w łóżku przed snem, co oczywiście dezorganizuje życie całej rodziny. Kto to zna z własnego doświadczenia?
W kolejnych rozdziałach rodzeństwo na zmianę opowiada swoje szkolne i domowe przygody - raz starszy brat, a w następnym rozdziale młodsza siostra.
Sporo tu dowcipnych sytuacji, szkolnych kawałów i wygłupów, które z pewnością rozbawią dzieci podczas czytania.
Jak dla mnie trochę tu za dużo opisów tych wszelkich gadżetów technicznych, których połowy nie znam i moje dzieci ich nie używają. Ale trzeba przyznać, że dobrze się czyta tę książkę.
Dla rodziców „smaczkiem” będą ilustracje Henryka Sawki i tzw. drugie dno tych opowieści. Bo tak jak w przygodach małego Mikołajka (autor z pewnością wzorował się na tej książce), i tutaj rodzice zostali pokazani ze wszystkimi swymi słabościami i trudami dnia codziennego. Nie jeden z nas zaśmieje się podczas lektury albo powie: „o, to tak jak u nas!” i może będzie mu lżej, tak jak mi :-)

 

1 komentarz:

  1. Wygląda na to, ze w sam raz lektura na wakacyje dni ! :) Zabieram pod namiot :)

    OdpowiedzUsuń