20 kwietnia 2012

Szary chłopiec


„Szary chłopiec” to niebanalna opowieść o znaczeniu emocji i o odmienności, której tak boi się większość rodziców. Stworzona przez dwóch mężczyzn, z których jeden jak mówi „rysuje, odkąd mógł utrzymać ołówek” i od niedawna również pisze, a drugi „urodził się z ołówkiem pod pachą”. Kiedy przewracamy karty tej książki, od razu widać, że to nie jest typowa bajeczka dla dzieci czytana na dobranoc. Ta książka wymaga skupienia (oglądanie ciekawych ilustracji to jedno), a także zachęca do rozmowy z dzieckiem. Może okazać się zbyt trudna w odbiorze, a może i nie? Kto wie?


Szary chłopiec
Lluís Farré
il. Gusti
tłumaczenie: Beata Haniec
Wydawnictwo Entliczek 2012


Historia Marcinka, który urodził się inny... Jego skóra miała szary kolor, co już na sali porodowej wywołało drobną awanturę małżeńską.
„Gdy tylko Marcinek wystawił głowę na świat, usłyszał odgłos policzka, który jego matka, Teresa, z domu Śpiewaczykiewicz, wymierzyła ojcu, Marcelemu Śpiewakowskiemu – za to, że opowiadał głupoty.

– Teresko, TO NIE MOJE DZIECKO!
Nikt w mojej rodzinie nie ma takiego koloru skóry!
Właśnie tak powiedział.”


Nie ma co, jak na książkę dla dzieci to nieźle się zaczyna, prawda?



Marcinek urodził się inny niż wszystkie dzieci i mimo ciągłych konsultacji z lekarzami, którzy zalecali kąpiele słoneczne, nic się nie zmieniało. Wręcz przeciwnie. Z każdym tygodniem stawał się coraz bardziej szary. A do tego okazało się, że Marcinek jest również szary w środku. Nie płakał, nie śmiał się, nie krzyczał i niczego się nie bał. Czasem tylko unosił jedną brew albo dwie, gdy był starszy przeklął „kurka wodna”, ale wszystko to z wielkim spokojem i bardzo...szaro. Rodzice oczywiście zmartwieni tą sytuacją starali się jak mogli. Podróżowali z nim po świecie. Ale cóż... Ani biegun, ani wulkan na Pacyfiku, ani poród żyrafy nie zrobiły na nim wrażenia. „Wielkie rzeczy. Widziałem to wszystko w telewizji – mamrotał lodowato, podczas gdy mama piszczała zachwycona.”
Na szczęście nic nie trwa wiecznie. Nawet SZAROŚĆ. Pewnego dnia ukochany chomik Marcinka zacznie się dławić pestką słonecznika. Przestraszony chłopiec zacznie krzyczeć, potem śmiać się i płakać na przemian. Nareszcie się odblokuje! Marcinek odzyska prawidłowy kolor skóry i wszystko wróci już do normy. Uff!

Mimo, że o szarości, książka całkiem szara nie jest. Ilustracje są pełne ekspresji. Świat wokół chłopca ma różne barwy oddane w malarski sposób. Na stronach widzimy maźnięcia pędzlem, kolaże, a Marcinek początkowo Szary nabiera krewetkowego odcienia na ostatniej stronie.

- Dlaczego on taki smutny, mamo?
- Dlaczego on ma taki dziwny nos?
Podczas czytania padło wiele pytań od Młodszego. Starszy odniósł się do książki, że tak powiem z pewną rezerwą :-) (ale o co chodzi?)

Po skończonej lekturze spojrzałam z radością na moich chłopców, którzy z wyrażaniem emocji nigdy nie mieli problemów i pomyślałam: „jak dobrze, że nie są jednak szarzy, niech już sobie hałasują!” :-)

A może autor w pewnym sensie opisał tu świat dziecka z autyzmem? To wycofanie, tłumienie emocji, znikome reakcje w różnych sytuacjach. Kto wie?

Warto jeszcze dodać, że książka była wielokrotnie nagradzana w Hiszpanii. Jest wpisana jest na listę Białych Kruków - White Ravens 2007 (lista najciekawszych książek dla dzieci z całego świata przygotowywana co roku w Internationale Jugendbibliothek w Monachium).
A tutaj jeszcze parę ciekawych ilustracji:




2 komentarze:

  1. Zaintrygowałaś mnie! Chętnie sięgnę p[o tę książkę.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń