16 maja 2011

Dawno temu w Mamoko

Dawno temu w Mamoko
il.Aleksandra i Daniel Mizielińscy

Od jakiegoś czasu mój młodszy syn nie zwraca uwagi na tekst w książkach, które mu czytam, tylko chce rozmawiać z.... postaciami na obrazkach!
- Mamo, a co mówi kaczka? A czemu nie mówi, a powiedz co ona mówi, plooose!
Na początku próbowałam zbywać go i czytałam dalej niewzruszenie ale poddałam się w końcu i obecnie występuję w wielu rolach – kaczka Katastrofa, Pan Kuleczka, Tupcio Chrupcio itd. i rozmawiam sobie z Truniem o różnych sprawach. Miłe są to rozmowy, muszę przyznać :-)
Kiedy w naszym domu pojawiła się książka „Dawno temu w Mamoko” byliśmy zachwyceni – dzieci bo dużo obrazków, ja bo …. żadnego tekstu (nic nas nie ominie!).
Piękna, kolorowa książka dużego formatu, wydana na sztywnym kartonowym papierze zainteresowała nawet 8-letniego Ga-dasia.
Nie mieliśmy okazji poznać pierwszej książki z tej serii „Miasteczko Mamoko”, ale tym co ją znają powiem, że w kolejnej części akcja ( i to nie jedna) rozgrywa się w średniowieczu. Na ilustracjach przedstawiających miasteczko MAMOKO (oj, trzeba mieć dobre oko!) roi się od bohaterów średniowiecznej krainy AKUKU. Na każdej rozkładówce dzieci (wspólnie z rodzicami, bo to fajna zabawa) mogą śledzić losy poszczególnych bohaterów i same opowiadać historie. Bohaterów jest bez liku a historii może powstać przy takim oglądaniu jeszcze więcej. Są rycerze, wróżki, potwór (ale łagodny).Niektóre z postaci są przedstawiene na okładce książki. Noszą bardzo sympatyczne imiona: Henio Hopek, Sylwia Ruda, Ryszard Dziób, Stefan z Miodowa itp.
Na stronach książki znajdują się też zagubione przedmioty, dukaty i grzyby, które uważne oko dziecka powinno odnaleźć i policzyć.
Nas najpierw zainteresował smok, który porwał króla Władysława III. Zaintrygowała nas bardzo postać smoka i po wielu rozmowach i domysłach doszliśmy do wniosku, że ….
A zresztą … Nie powiem wam, sami sprawdźcie i jak możecie to wpiszcie w komentarzach „co stało się ze smokiem?”
Potem sprawdziliśmy czego szukał Cichomysław i kogo ustrzelił Robin Łuk. Prześledziliśmy losy owieczki zbierającej grzyby i jeszcze kilku innych postaci.
Taką książkę można oglądać godzinami, zapewnia dobrą zabawę i rozwija wyobraźnię a dzieci uczy opowiadania historii.
Duży format ze względu na dużą ilość szczegółów jest zrozumiały, ale mniejszy byłby świetną pozycją, którą można zabrać w podróż z dzieckiem albo nosić przy sobie i używać w sytuacjach kryzysowych (czyt. kolejka u lekarza, w sklepie, banku itp.).
Podsumowując - świetna pozycja! Polecam!

PS.Znalazłam w sieci stronę autorów ilustracji, czyli duetu tworzącego HIPOPOTAM STUDIO. Warto zajrzeć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz