10 grudnia 2010

I po prezentach....

Ostatnio pisałam o Mikołaju. Był, był... Przyniósł jakieś prezenty, a jakże! Wszyscy byli zadowoleni. Mały Trunio dostał od Mikołaja swoje pierwsze sanki. Wygodne, z oparciem... Bardzo się z nich cieszył, co prawda na początku pierwszej przejażdżki odrazu wpadł w zaspę ale szybko doszedł do siebie :-)
W środę ostatni raz wybrał się na nich na spacer z tatą. Zrobili super wielkiego bałwana i obsypani śniegiem wrócili do domu. Od wczoraj Truniek nie ma sanek....
Cóż... stały sobie na korytarzu (mieszkamy w bloku) obok sanek Ga-dasia... Stały... Do wczorajszego wieczora. Nagle okazało się, że już nie stoją...Mimo, że były podpisane grubym czarnym flamastrem, to jednak ktoś bardzo ich zapragnął. Nie wiem czy chciał na nich pojeździć czy też może poczuł ogromną chęć sprzedania ich komuś innemu i zakupienia czegoś na "rozgrzewkę"... Nie wiem i nie potrafię sobie wyobrazić jak można zrobić coś takiego...
Brak słów... Komentarz chyba nie potrzebny.
Cóż..kupimy nowe sanki i będziemy je trzymać w domu lub przywiążemy łańcuchem na korytarzu, do kaloryfera.

3 komentarze:

  1. Wyobrażam sobie jak się czujecie... Pewnie czuliśmy się podobnie, gdy latem z zamykanego korytarza (w domu mieliśmy generalny remont) zginęły nam dwa rowery, które niespełna miesiąc wcześniej dostaliśmy od rodziców:/. Rowery były spięte ze sobą i do rury, więc raczej nie wierzcie w łańcuch:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, ale to przykre. Jak tak można dziecku zrobić ...

    OdpowiedzUsuń