17 września 2010

Domowe dialogi

Mówią, że czytanie rozwija, rozbudza wyobraźnie, poszerza słownictwo...
Czytam moim dzieciom, jak wiecie codziennie. Starannie dobieram lektury - lektury z dzieciństwa, książki z morałem, edukacyjne. Wszystko pięknie i jak trzeba :-)

Mądre z nich chłopaki, ale dlaczego w moim domu wciąż słychać takie oto dialogi lub monologii:

Trunio opowiada bajkę:
Dawno, dawno temu był sobie wampir!
I narobił kupę,
Na ...łopatę
I na ...drzwi! ha ha ha


Trunio na głodzie słodyczowym:
- Maamo, daj mi ciastecko, plooose! dam ci dwa złote!
Maamo, please, please! I begging you!(tutaj można by rzec że nauka nie idzie w las)

Trunio po otrzymaniu ciasteczka:
- Dziękuje stara babko!

Trunio wita tatusia:
- Cześć stary dziadku!

Ga_daś do Trunia goniąc go po domu:
- Jestem wampirem, który zjada dzieci! A potem wrzuca do ubikacji ich głowy! łuaaa

Ga_daś do mnie, gdy się denerwuję:
- Kobieto, nie denerwuj się!

A poza tym w słownictwie moich synów nadal królują wyrazy, które można skojarzyć z toaletą.  Słyszałam, że tym problemem borykają się najczęściej rodzice chłopców. Tylko nie wiem kiedy to mija...


Może ja zamiast pisać bloga powinnam bardziej przyłożyć się do wychowania swoich dzieci? hmmmm

1 komentarz:

  1. Ja też czekam, kiedy to minie. Nie jesteś sama :)

    OdpowiedzUsuń