7 grudnia 2008

Mikołaj

W piątek w przedszkolu Adasia był…..Mikołaj!
- Ojej, Adasiu! Prawdziwy Mikołaj? – pytam zdziwiona.
- Tak, prawdziwy. A Michał powiedział, że sztuczny. Ale on był prawdziwy bo jak powiedziałem, że jestem Adaś i że napisałem już do niego list to on mnie poznał.
Fakt. Musiał być zatem prawdziwy!

A w nocy Mikołaj odwiedził nasz dom. Już wieczorem przygotowałam na talerzyku ciasteczka dla niego.
- Nie tutaj mamo, nie na środku stołu, bliżej drzwi – instruował mnie Adaś.
- A skąd wiesz, ze Mikołaj wejdzie od strony drzwi? – zapytałam zdziwiona.
- No a co? Przecież nie od okna! Na pewno wejdzie drzwiami – obruszył się Adaś.

Rano już o 7 była pobudka i szukanie prezentów. Były oczywiście, wraz z listem od Mikołaja.
- I co Adasiu Mikołaj napisał? – pytam, bo list odczytał mu tata.
- No, ze jestem kochanym synkiem i bratem i ,że mnie obserwował…
- tak? I co jeszcze? – drążę bo wiem co było dalej i w sumie TO było najważniejsze.
- No…już nie pamiętam…
A dalej było, że „Mikołaj obserwował i zauważył, ze Adaś czasem jest nieposłusznym urwisem i że powinien się poprawić do przyszłego roku”.
Odczytałam mu ten list w takim razie jeszcze raz :-)
Adaś cieszył się z prezentów ale wciąż było mu mało. Przeszukiwał dom do 9:00.
Potem złożył wizytę swojej ukochanej Sąsiadce. Kiedy wrócił po zjedzeniu u niej śniadanka powiedział:
- A wiesz co…u Bożenki to Mikołaj zostawił mi TYLKO jajo niespodziankę!
Ależ on wymagający!
A potem pół dnia bawił się zabawkami Piotrusia a żołnierzykami, których dostał zainteresował się dopiero na drugi dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz