23 listopada 2008

Pierwszy śnieg

Dziś spadł pierwszy śnieg. Od rana Adaś męczył mnie aby wyjść na dwór lepić bałwana.
- Mamo, chodźmy już, bo potem słońce stopi śnieg!
Poprosiłam o cierpliwość, gdyż 9:00 rano w listopadzie to nie jest dobra pora na spacer, prawda?
Kiedy wreszcie, po długiej „walce” jaką jest ubieranie dwójki dzieci w stroje zimowe przy akompaniamencie wrzeszczącego Piotrusia, który chyba nie polubił nowego zimowego kombinezonu, wyszliśmy na dwór – powitała nas śnieżyca! Wiało a na nasze głowy (i nie tylko) spadały wielkie płatki śniegu.
Pytanie za 100 punktów: Kto wpadł w zachwyt i dlaczego?
Podpowiem, że – nie ja :-)
Adaś w parku po prostu oszalał ze szczęścia! Zdjął rękawice - bo przecież w nich niewygodnie lepi się kulki. Potem męczył mnie aby lepić bałwana. Na moje sugestie aby poczekać aż spadnie więcej śniegu tylko się denerwował. W końcu dał mi spokój, gdy spotkaliśmy sąsiadkę z 2,5 –letnim wnuczkiem. Adaś zaczął się z nim bawić. Tzn. „dawać zły przykład”. Najpierw zaczął jeść śnieg, potem śnieg całować, następnie rzucać we mnie kulkami a na koniec rozbijać śniegowe kule o swoje czoło. Bawił się świetnie! Kiedy wracaliśmy do domu a ja powiedziałam sąsiadce „do widzenia”, moje 5 –letnie dziecko krzyknęło:
- Do widzenia…..ślepa Gienia!
W domu nie obyło się bez „pogawędki dydaktycznej” na temat dobrego wychowania. Na co Adaś odrzekł, że: „mu się wymsknęło, że już nie pamiętał, że to nie ładnie i że powinnam mu częściej przypominać brzydkie słowa.”
Uchylam się od komentarza…..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz